10 MIESIĘCY PO POWROCIE DO POLSKI



Wczoraj upłyneło dokładnie 10 miesięcy od mojego powrotu do Polski. Jest to wystarczająco długi czas na przemyślenia, porównania i wnioski związane z przeprowadzką. Jest to także czas potrzebny do przystosowania się do polskiej rzeczywistości i zastanowienia się co dalej.


źródło



DUBLIN


W 2008 roku, tuż po zakończeniu edukacji wyjechałam do Irlandii. Bardzo chciałam zmian, chciałam wyrwać się ze swojego "małego świata", poznać nowych ludzi, inną kulturę i język. Chciałam zmiany otoczenia i zmiany rzeczywistości. Irlandia była w rozkwicie, zewsząd spływały informacje, że na "Zielonej Wyspie" bardzo łatwo znaleźć pracę, zarobki są dobre, a życie proste i przyjemne. Gdy trafiła się okazja wyjazdu nie trzeba mnie było długo namawiać. Rzuciłam posadę i zaczełam domykać wszystkie sprawy w Polsce. Tak rozpoczął się nowy etap i wielka przygoda w moim życiu.


Dublin - czerwiec 2010

Tuż po wyjeździe byłam tak podekscytowana i zafascynowana nowym miejscem, że planowałam pozostanie tam na stałe. Jednak po kilku miesiącach zweryfikowałam swoje poglądy i stwierdziłam, że spędzenie reszty życia na obczyźnie nie wchodzi w grę. Początkowo uznałam, że 2 lata powinny wystarczyć aby zrealizować swoje plany i założenia. Jednak plany swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Czas zaczął przeciekać mi przez palce i zanim się obejrzałam upłyneło 7 długich lat.


Irlandia Północna - kwiecień 2014

Wyjeżdzając do Dublina nastawiłam się na to, że od razu chcę pracować zgodnie ze swoimi kwalifikacjami. Rozpoczynanie "kariery" od zmywaka było dla mnie nie do przyjęcia i już po 3 tygodniach dostałam posadę kosmetologa w jednym z dużych spa. Nie ukrywam, że na początku było dosyć ciężko, a największy problem stanowiła bariera językowa. Jednak dzięki pomocy i wyrozumiałości koleżanek z pracy oraz klientek dałam radę. Świat wokół coraz bardziej mnie wciągał i fascynował. Poznałam masę nowych ludzi, biegałam po barach, restauracjach i pubach, próbowałam rzeczy o których wcześniej nawet nie myślałam. Dużo pracowałam i dużo wydawałam. Im więcej zarabiałam, tym bardziej moje potrzeby rosły. W końcu po jakimś czasie przyszło opamiętanie i zwyczajne przemęczenie materiału. To co na początku tak mnie fascynowało, zaczeło irytować, a codzienność coraz bardziej drażniła i uwierała. Dostrzegłam także, jak bardzo te wszystkie przyjaźnie i znajomości są powierzchowne oraz fałszywe. To waśnie w tym momencie zaczeła kiełkować we mnie myśl, że Irlandia nie jest moim miejscem na Ziemi. Bardzo tęskniłam za Polską i zaczełam ją coraz bardziej idealizować. 





DUBLIN TO LUBLIN

Ostatecznie postawiłam wszystko na jedną kartę i wreszcie podjełam długo odwlekaną decyzję o powrocie do Polski. Było to zaraz po przyjeździe z urlopu w PL, kiedy to nieszczęśliwa człapałam do pracy, w twarz padał mi poziomy deszcz, a włosy targał porwisty wiatr. Zadzwoniłam do mojego M, który również przechodził powakacyjną depresję i w jednej chwili, jednogłośnie zdecydowaliśmy, że w Irlandii pozostajemy tylko do końca roku. Niech się dzieje co chce, ale 1 stycznia wracamy do Polski. Nowy Rok, nowe plany i marzenia, nowy etap w naszym życiu. Wreszcie po 7 latach nadszedł ten długo oczwkiwany moment.


Zamek Lubelski - październik 2015


Nie ukrywam, że obawialiśmy się jak to będzie po powrocie. Po pierwsze odzwyczailiśy się od polskiej mentalności, po drugie baliśmy się o pracę i stronę finansową. Na Wyspach mieliśmy wszystko poukładane. Mieliśmy pewną pracę i niezłe zarobki, a także spokojną głowę i świadomość, że nawet jeśli stracimy posadę, w jej miejsce znajdziemy 10 innych. Tu w Polsce musieliśmy zaczynać wszystko od nowa. Musieliśmy zmierzyć się z polską rzeczywistością, powszechnym wyzyskiem i wykorzystwaniem, od którego naprawdę się odzwyczailiśmy. Jednak mimo pewnych trudności nie żałuję swojej decyzji. Polska to mój dom, tu jestem u siebie i tu chcę spedzić resztę życia. 


CO DAŁO MI 7 LAT SPĘDZONYCH W IRLANDII

W pewnym momencie pobytu w Irlandii zaczełam być coraz bardziej zmęczona i nieszczęśliwa, mimo to uważam, że była to świetna lekcja życia, która naprawdę wiele mi dała. Poszerzyły się moje horyzonty myślowe, stałam się bardziej tolerancyjna, otworzyłam się na świat i na ludzi. Zaczełam doceniać i celebrować polską tradycję, która jest naprawdę piękna i unikatowa. Cieszę się każdym dniem spędzonym z rodziną, każdą wyprawą na rower czy grzyby. Zamiast jadać w restauracji, wolę rodzinny obiad przy wspólnym stole, zamiast szaleć po sklepach i kupować rzeczy, których tak naprawdę wcale nie potrzebujemy, wolę pospacerować, popatrzeć w niebo i posłuchać śpiewu ptaków.


Firlej - październik 2015

Po tych kilku latach spędzonych w kraju, w którym rządzi konsumpcjonizm, dostrzegłam że większość rzeczy cieszy do momentu, dopóki nie staną się one naszą własnością. To właśnie dzięki tej lekcji zainteresowałam się szeroko pojętym minimalizmem. Stwierdziłam, że nie warto harować i wyprówać sobie żył tylko po to, aby kupować i gromadzić rzeczy materialne. To naprawdę nie daje prawdziwego szczęścia, a jedynie jego złudzenie. Irlandia nauczyła mnie także, że w życiu warto kierować się złotą zasadą DO MORE OF WHAT MAKES YOU HAPPY. Warto celebrować każdy dzień, a swój cenny czas poświęcać temu, co czyni nas lepszym i szczęśliwszym.


Nielisz - październik 2015


Mam nadzieję, że udało Wam się przebrnąć do końca moich przemyśleń. Jeśli macie jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem w komantarzu pod spodem. Czekam także na wypowiedzi osób, które mają doświadczenia podobne do moich. 

Pozdrawiam 

Dziękuję za odwiedziny. Każda wizyta i komentarz sprawiają mi wielką radość oraz motywują do dalszej pracy nad blogiem. W miarę możliwości staram się odpowiadać na komentarze oraz odwiedzać blogi osób, które zostawiły tu po sobie ślad.